Szlakiem nieistniejących wsi

Szlakiem nieistniejących wsi / Anna Rydzanicz.- Przegląd Prawosławny, 2007,  nr 8

Przymusowe przesiedlenia na Ukrainę, potem akcja Wisła” sprawiły, że zniknęło blisko pięćdziesiąt łemkowskich wsi. Przygotowany przez Fundację Wspierania Mniejszości Łemkowskiej „Rutenika” projekt „Szlakiem nieistniejących wsi łemkowskich” ukazać ma wielopłaszczyznowy wymiar tej tragedii.

   12 lipca 2007 roku, po uroczystościach na Świętej Górze Jawor, Fundacja zaplanowała w Regietowie Wyżnym, wsi która niegdyś tętniła życiem, poświęcenie pamiątkowej kapliczki. Goście, w tym zespoły przybyłe na X Europejskie Spotkania Mniejszości Narodowych i Etnicznych „Pod Kyczerą”, kamienistą drogą wyruszyli z polany, gdzie dawno skończyła się wieś Regietów Niżni – i asfalt. W egzotycznych strojach ludowych goście z Kostaryki, Izraela, Nepalu wyglądali tu zjawiskowo.
   Regietów był kiedyś długą na osiem kilometrów wsią, ale dzielił się na Niżny, czyli dolny oraz Wyżny – górny. Do Regietowa Wyżnego po 1956 roku nikt nie powrócił. Obecnie opuszczona dolina, jedna z najpiękniejszych w Beskidzie Niskim, jest terenem wypasowym stadniny koni huculskich z Gładyszowa.
   O tym, że mieszkali tu ludzie, świadczą jedynie zdziczałe sady – ślady po zagrodach. Stoi tu też prawosławna kapliczka. Po 1947 roku nowi osadnicy w grekokatolickiej cerkwi Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja z 1856 roku urządzili owczarnię. Świątynia, mimo że uznana za zabytek, przez lata niszczała. W latach 90. udało się uratować i odremontować jedynie prezbiterium, wyświęcone w 2001 roku.
   Inna cerkiew grekokatolicka, św. Michała Archanioła, nie istnieje. Przeniesiona do Żółkiewki koło Lublina, padła ofiarą pioruna.
   Nieopodal zaledwie jedna chyżka, a wokół połacie bezkresnej, soczystej zieleni. Na niewielkim wzgórzu widać nową drewnianą kapliczkę z dzwonem, zaprojektowaną przez Margaritę Sandowicz-Bąkowską, grafika i malarkę, której nieobca jest też fotografia, córkę Wiery Sandowicz-Bąkowskiej, prezes Fundacji Wspierania Mniejszości Łemkowskiej „Rutenika”.
   – Dzwon obwieszczał radosne i smutne wydarzenia z życia wsi. Łemkowie pamiętają, że dzwonił również w trakcie wysiedlenia – wyjaśnia autorka projektu.
   Górna część kapliczki przypomina dzwonnicę cerkiewną, dolna – chyżę łemkowską z wplecionymi pomiędzy drewniane bale warkoczami. Całość zamyka podwójny krzyż, w którego ramiona zostały wpisane
   
   łzy za utraconą ojcowizną,
   
   symbolizujące płacz w obliczu krzywdy, obdarcia z tego, co bliskie.
   W hołdzie mieszkańcom wsi Regietów Wyżny – Fundacja Wspierania Mniejszości Łemkowskiej „Rutenika” 2007 – głosi napis na pamiątkowej tablicy po łemkowsku i polsku.
   Uroczystość o charakterze nie tylko międzynarodowym, ale i międzyreligijnym rozpoczął kadisz, czytany przez Motiego Alkiza, choreografa zespołu Ayalot Hanegev z izraelskiej Berszeby. Do czasów wojny wspólnie z Polakami i Cyganami większość łemkowskich wsi zamieszkiwali Żydzi. Przed kapliczką modlili się także duchowni grekokatoliccy – o. Jarosław Madzelan z Wysowej i o. Grzegorz Nazar z Gorlic oraz prawosławni – o. Roman Dubec z Gorlic i o. Arkadiusz Barańczuk z Gładyszowa, proboszcz parafii filialnej w Regietowie. Prawosławnym duchownym towarzyszył kilkuosobowy chór pod kierownictwem Piotra Trochanowskiego.

   – Chciałabym, aby ta kapliczka, upamiętniająca smutną historię, była jednocześnie symbolem prawdziwej wspólnoty, tolerancji między narodami i wyznaniami. Abyśmy nie zapomnieli o własnych korzeniach i jasno patrzyli w przyszłość – powiedziała prezes „Ruteniki” po uroczystości.
   Następnego dnia w gorlickim Dworze Karwacjanów odbył się wernisaż wystawy fotograficznej „Szlakiem nieistniejących wsi łemkowskich” Margarity Sandowicz-Bąkowskiej i Daniela Tworka. Przybyły, mimo choroby, Paweł Stefanowski, najstarszy łemkowski etnograf, doskonale rozumie wagę przedsięwzięcia „Ruteniki”.
   – Przydrożne kapliczki były niegdyś nieodzownym elementem łemkowskiego pejzażu – wyjaśnia. – Stało ich kilkaset. Większość zdewastowano i zniszczono. Nowa, w nieistniejącym już Regietowie Wyżnym, przypomina, że i w to miejsce można wracać.
   Na środku sali wystawowej ustawiono słup z drogowskazami nieistniejących miejscowości – Smereczne, Czertyżne, Radocyna...
   – To bardzo wymowne. Z jednej strony można było oddać sens naszej duszy, a z drugiej dokumentalnie pokazać, że naprawdę tak było – ocenia Paweł Stefanowski, nie tylko etnograf, ale i poeta.
   Architektura i pejzaż uwiecznione na fotografiach ukazują odrębność łemkowskiej kultury.
   Sieć dróg i ścieżek, tarasy pól na zboczach, kapliczki i przydrożne kresty (również te poprzewracane), zarastające fundamenty, cmentarze, cerkwie, zdziczałe drzewa owocowe, ja łowce zwiastujące schodzenie lasu z wierchów na pola uprawne, pokrzywiska, osty – wszystko to dzisiaj, sześćdziesiąt lat od wysiedlenia, nieustannie świadczy, że całkowite zatarcie śladów po tysiącach ludzi wypędzonych z ich odwiecznych siedzib jest zadaniem niewykonalnym. Autorzy Akcji Wisła postawili sobie jasny cel: wyniszczenie Łemków. Otóż nie udało im się tego osiągnąć, tożsamość łemkowska i kultura łemkowska, pozornie zwyczajna i niepozorna, okazała się zdumiewająco silna. Silniejsza od dekretów, karabinów, wywózki i wieloletnich upokorzeń w nowych miejscach osiedlenia – we wstępie do katalogu wystawy napisał wybitny etnograf Antoni Kroh, członek rady programowej fundacji „Rutenika”.
   Mieszkający w Australii Daniel Tworek, od ponad czterdziestu lat zaprzyjaźniony z rodziną Sandowiczów, na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku znalazł się w ekipie Ministerstwa Kultury i Sztuki, dokumentującej popadające w ruinę łemkowskie zabytki sztuki sakralnej. Zabezpieczone, przewożono do muzeów w Sanoku i Łańcucie. Najbardziej zniszczone konserwowano w Warszawie.
   Margarita Sandowicz-Bąkowska, rocznik 1978, od kwietnia do czerwca tego roku fotografowała dla potrzeb wystawy opuszczone wsie. Na Łemkowszczyznę przyjeżdżała latem z dziadkami, nieżyjącymi od lat, o. Maksymem Sandowiczem i matuszką Tatianą. Największe wrażenie wywarła na niej niszczejąca, bogato zdobiona cerkiew w Króliku Wołoskim. – Serce mi się ściska, kiedy na nią patrzę. Dotąd nie zainteresowała żadnego konserwatora zabytków.
   Zdjęcia zniszczonych w niej fresków robiła pod światło, stąpając po balach zawalonego chóru. Kiedy pojechała tam po raz pierwszy, ktoś z odwiedzających to miejsce z prostych kijów ułożył prawosławny krzyż i zapalił pod nim znicze. Ruiny innej cerkwi, w Płonnej, porastały krzaki czarnego bzu.
   Autorom wystawy udało się zatrzymać w kadrze tragedię tutejszych ludzi.

Zdjęciami opowiedzieli o samotności i nostalgii
   
   za tym co stracone, trafiając do oglądających.
   Wystawie towarzyszyły dwie książki, „Łemkowski raj utracony” – antropologiczne studium małej ojczyzny autorstwa Beaty Wasilewskiej-Klamki z Uniwersytetu Łódzkiego oraz „Szlakiem nieistniejących wsi łemkowskich” – leksykon napisany przez Jerzego Starzyńskiego. Obydwie zostały opatrzone niezwykle cennymi archiwalnymi zdjęciami.
   – Przesiedlenie było nieszczęściem wszystkich tutaj mieszkających, niezależnie od wyznania i narodowości – powiedziała otwierając wystawę Wiera Sandowicz-Bąkowska. – Radujmy się, że przetrwaliśmy i nie musimy ukrywać swojej tożsamości.
   Uroczystość uświetniła – z wokalnym wsparciem synków – Julia Doszna, łemkowska pieśniarka. Nostalgiczne utwory wprowadziły zebranych w klimat dawnej, utraconej Łemkowszczyzny.
   Wystawę w gorlickim Dworze Karwacjanów będzie można oglądać do 10 sierpnia. Potem odwiedzi Przemyśl, Kraków, Legnicę i Poznań.
   „Rutenika” była również organizatorem koncertu „Łemkowie i ich goście dla Gorlic i Ziemi Gorlickiej”, w ramach X Europejskich Spotkań Mniejszości Narodowych i Etnicznych „Pod Kyczerą”, który odbył się wieczorem tuż po wernisażu.
   W latach 70. Sandowiczowie starali się o odkupienie własnej ziemi w Żdyni.
   – Dosyć Sandowiczów na tym terenie! – zagrzmiał powiatowy urzędnik z Gorlic. Wnuczka rozstrzelanego przed 93 laty na dziedzińcu gorlickiego sądu św. Maksyma nawet nie myślała, że kiedyś tu
   
   wróci i to na salony!
   
   Zainteresowanie miejscowych notabli oraz mediów przerosło oczekiwania organizatorów. Rok temu prezes Sandowicz, jako gość IX edycji festiwalu „Pod Kyczerą”, zaproponowała jego twórcy i dyrektorowi Jerzemu Starzyńskiemu przeniesienie części jubileuszowych koncertów na Łemkowszczyznę. – Moim marzeniem było ofiarować Bogarodzicy na Świętej Górze Jawor swoją modlitwę za rodzinę i zespół w 60. rocznicę Akcji Wisła – wyznaje Jerzy Starzyński.
   Od roku marzył też o wolnym od podziałów wyznaniowych i narodowościowych koncercie w Wysowej. Wspólnie dopięli swego. Największym sukcesem łemkowskiej części festiwalu okazał się koncert na gorlickim Rynku.
   Tydzień festiwalu na Łemkowszczyźnie to także symboliczny pomost pomiędzy Łemkami mieszkającymi na Ziemiach Zachodnich i tymi, którzy wrócili.
   – Wbrew wszystkiemu przetrwaliśmy i jeszcze przywieźliśmy światową kulturę – podsumowała Wiera Sandowicz-Bąkowska, bo przecież spotkania „Pod Kyczerą” to największy w Europie festiwal folklorystyczny, organizowany przez Łemków.
   Dotujące projekt „Szlakiem nieistniejących wsi łemkowskich” Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przyznało środki na postawienie w tym roku drugiej kapliczki. Najprawdopodobniej stanie ona jesienią w Smerecznem. Miejmy nadzieję, że w następnych latach wszystkie opuszczone wsie doczekają się swoich kapliczek. Zamierzeniem fundacji jest utworzenie prowadzącego przez nie szlaku turystycznego. Kapliczka w Regietowie Wyżnym i wszystkie następne zostaną opatrzone tablicami informacyjnymi.
   Wiele osób przy realizacji projektu pracowało bezinteresownie. Przedsiębiorstwo Renowacji Architektury Drewnianej „Rojek” przyjęło pieniądze tylko za materiał na kapliczkę. Podobnie firma „Wiza” Stanisława Wizy z Parowej wykonała dzwon, natomiast krzyż do kapliczki jest darem trudniącego się kowalstwem artystycznym Jana Ślusarza. Wójtowie gmin Sękowa Małgorzata Małuch oraz Uście Gorlickie Dymitr Rydzanicz wyrazili zgodę na wyznaczenie miejsc na kapliczki we wszystkich nieistniejących miejscowościach w swoich gminach, co w przyszłości przyczyni się zapewne do rozwoju turystyki.

 

   Anna Rydzanicz
   fot. autorka
Przegląd Prawosławny nr 8(266) sierpień 2007