W dzień św. Maksyma

5 września 2010 roku w gorlickiej cerkwi Świętej Trójcy i św. Maksyma liturgią całonocnego czuwania, odprawianą przez arcybiskupa przemysko-nowosądeckiego Adama wraz z biskupem gorlickim Paisjuszem oraz licznie przybyłymi duchownymi, rozpoczęły się uroczystości ku czci świętego Maksyma Gorlickiego.

Następnego dnia, w 96 rocznicę jego męczeńskiej śmierci, przed wejściem do świątyni hierarchów oraz grupę wiernych ze Słowacji, z władyką Jurajem i dziewięcioma duchownymi z diecezji michalovsko-koszyckiej, witały najpierw słowami łemkowskich poetów dzieci, przygotowane przez imość Mirosławę Dubec, a potem, chlebem i solą, przedstawiciele rady parafialnej oraz proboszcz, o. Roman Dubec.
– Sądzę, że kontakty pomiędzy naszymi Cerkwiami będą rozwijać się jak dawniej – mówił proboszcz. – Przed wojną wierni po obu stronach Karpat odwiedzali się z okazji parafialnych kiermeszy. Na święto Zaśnięcia Bogarodzicy Łemkowie szli do niedalekiej Lucyny, a 14 października Rusnacy, jak mawiają o sobie Łemkowie słowaccy, na Świętą Górę Jawor. Diecezja preszowska pod względem tradycji liturgicznej, liczby wiernych, języka i problemów, z jakimi boryka się na co dzień, jest bardzo podobna do diecezji przemysko-nowosądeckiej.
W długiej homilii władyka Paisjusz przypomniał postać świętego Maksyma, jego umiłowanie modlitwy i prawosławia. Przypomniał też o chrześcijańskich korzeniach zlaicyzowanej Europy, w której nie należy zapominać o modlitwie i jej sile.
– Doświadczyliśmy tego w czasie letniej powodzi w Gorlicach. Rzeka Ropa zalała centrum miasta, wdzierając się także na ulicę Brzechwy, gdzie stoi cerkiew, najpierw do sutereny plebanii. W pośpiechu rozważano potrzebę wyniesienia relikwii. – Święty męczenniku Maksymie, pomóż, wszak jesteś nasz! – zwróciłem się w modlitwie i woda zaczęła odstępować od bramy – wspominał hierarcha.
Procesyjnie wyniesiono z cerkwi rakę z moszczami świętego, a następnie trzykrotnie okrążono świątynię.
– Historia nie była dla nas łaskawa. Kiedy nas prześladowano, więziono w Talerhofie, szukaliśmy Królestwa Niebieskiego, jak męczennicy, poprzez modlitwę – powiedział po procesji 84-letni władyka Adam, nakazując tego dnia modlić się nie tyko do św. Maksyma, ale wszystkich męczenników, przede wszystkim bezimiennych, którzy oddali życie za prawosławie, ponieważ na ich krwi powstała Cerkiew. – Bogactwa materialne może i są ważne, ale one nie utorują nam drogi do Królestwa Niebieskiego – dodał.
Hierarcha za trud przygotowania święta podziękował proboszczowi, parafianom oraz chórzystom pod dyrekcją Marianny Jarej.
Po raz pierwszy w dużej sali parafialnej zaprezentowano szaty liturgiczne, ręcznie, tradycyjnymi metodami, mistrzowsko wyszyte przez ihumena Teodozjusza ze Lwowa. Wzory w stylu greckim, kijowskim i rosyjskim to zaledwie niewielki procent dorobku twórczego ihumena. Niewykluczone, że w przyszłym roku szaty zostaną wyeksponowane w muzeum PTTK.
Proboszcz gorlickiej parafii prosił o. Teodozjusza o wyszycie jepitrachila dla relikwii świaszczennomuczenika. Po niedzielnej liturgii ihumen podarował świętemu Maksymowi komplet nowych, czerwonych, obłaczenij, które ułożono na relikwiach.
Z każdym rokiem rozwija się kult świętego Maksyma. Cząsteczki jego relikwii zostały przekazane do wielu miejsc na świecie, najwięcej na Słowację.
– Święty Maksym zajmuje u nas ważne miejsce – powiedział władyka Juraj. Podobno jeszcze przed lwowskim procesem, około 1910 roku, o. Maksym konno jeździł po wsiach słowackich i Rusnakom święcił paschy. Wówczas hierarchia unicka usiłowała narzucić nowy kalendarz. Duchowni uniccy na Słowacji nie chcieli święcić pasch według kalendarza wschodniego, więc wierni z Becherova i Niżnej Polanki zwrócili się z prośbą o posługę do o. Maksyma z Grabia.
– Czuję się jakby to była Pascha – mówi po rosyjsku mniszka Julia. To jej pierwsza wizyta w Polsce. Niegdyś malarka, dziś ikonopisiec, urodziła się w Rosji, ale mnisze postrzyżyny przyjęła przed rokiem na Słowacji. Wraz z obecnym na święcie ihumenem Serafimem (Szemiotowskim) rozmalowywali prawosławną katedrę św.św. Cyryla i Metodego w Michalovcach.
Jak dotąd, oprócz gorlickiej świątyni, święty Maksym doczekał się cerkwi w Głogowie.
– To sukces, bo iluż świętych dotąd nie ma swojej cerkwi – uważa o. Roman Dubec. – Jeśli Bóg pozwoli, może będzie ich jeszcze więcej.

Anna Rydzanicz
fot. autorka