Z wiary, miłości i marzeń

Siedmiuset gości, przybyłych na tę okazję specjalnie nawet z Kanady, Stanów Zjednoczonych i Australii, 1 października 2006 roku wzięło udział w koncercie, jakiego dotąd w Operze Wrocławskiej nie było. Kyczera, Łemkowski Zespół Pieśni i Tańca, z okazji piętnastolecia wystawił wielkie widowisko „Tam na Łemkowyni”.

 

   Droga na deski opery nie była usłana różami. Kiedy w Legnicy, w nie istniejącym już dziś budynku przy parafii prawosławnej, odbywały się próby zachodniej grupy zespołu Łemkowyna z Bielanki, nikt nie przypuszczał, że staną się samodzielną grupą i ambasadorem kultury łemkowskiej.
   Jerzy Starzyński, student historii, postanowił utworzyć na Dolnym Śląsku grupę taneczną „Łemkowyny”. Z Bohdanem Horbalem i Jarkiem Barną zebrali dwadzieścia osób. Próby odbywały się raz w tygodniu, a raz w miesiącu jeździli na zgrupowania do Bielanki. Kiedy w sierpniu 1991 roku, na watrze w Michałowie, Jarosław Trochanowski zawiesił działalność „Łemkowyny”, podjęli decyzję, że będą się nadal spotykać. W ten sposób powstała Kyczera.
   Nie mieli pieniędzy na skompletowanie strojów i wyjazdy. Z ramienia której organizacji – Stowarzyszenia Łemków czy Zjednoczenia Łemków - należy się ubiegać o fundusze? – wyrażano wątpliwość. – Ustaliliśmy, że będziemy niezależni – wspomina Jerzy Starzyński.
   W lutym 1992 roku został powołany komitet założycielski, a dwa miesiące później udało się zarejestrować Kyczerę jako stowarzyszenie kulturalno-społeczne.
   – Zależało mi na integracji młodzieży łemkowskiej. - Mieszkaliśmy obok siebie, ale w wyniku różnic wyznaniowych nie znaliśmy się.

Jerzy Starzyński
Jerzy Starzyński

  
   UCZONO SIĘ METODĄ PRÓB I BŁĘDÓW.
   Łemkowskich tańców nikt nie zapisał. Trzeba było wypytywać o nie starsze osoby, a potem strzępy informacji choreograficznie opracowywać. Starzyński mimo kilkuletniego stażu – w zespole IV LO w Legnicy oraz Akademickim Zespole Pieśni i Tańca „Jedliniok” we Wrocławiu – wciąż uważał się za amatora.
   Po studiach w 1991 roku wyjechał na pół roku do Drohobycza, wiedzę teoretyczną uzupełniając w Wyższej Szkole Pedagogicznej na wydziale etnograficzno-muzycznym, a praktyczną w zawodowym Państwowym Zespole Pieśni i Tańca „Werchowyna”.
   Nikt na początku lat 90. nie zakładał, że zespół składający się głównie z młodych ludzi z podlegnickich wsi, bez wykształcenia wokalnego i choreograficznego, zostanie członkiem CIOFF – Międzynarodowej Rady Stowarzyszeń Folklorystycznych Festiwali i Twórców Sztuki Ludowej, działającej przy UNESCO, oraz innych międzynarodowych organizacji folklorystycznych. Będą oni reprezentować Polskę na międzynarodowych festiwalach cioffowskich, uznawanych za najbardziej prestiżowe na świecie.
   – Wtedy nawet nie marzyłem, że odwiedzimy Meksyk, Chiny, Francję, Chorwację – uśmiecha się dyrektor zespołu. Kyczera ma na koncie po-nad pięćset koncertów w dwudziestu krajach.
   Pierwszą egzotyczną przygodę – Meksyk w 2002 roku – wspominają do dziś. W jednym z hoteli podszedł do nich pan w średnim wieku i doskonałą polszczyzną poprosił, aby opowiedzieli o sobie. Starzyński zaczął podawać podstawowe informacje o Łemkach. – Proszę pana, ja to wiem! Proszę o szczegóły. Jak w tej chwili wyglądają relacje z mniejszością ukraińską? Jaka jest świadomość Łemków? – sypał pytaniami jak z rękawa. – Jest pan Polakiem? – Nie, Meksykaninem. Studiowałem w Krakowie i chodziłem po Łemkowszczyźnie. Podczas dwutygodniowego pobytu wystąpili ponad trzydzieści razy i cały czas mówiło się o Łemkach, doszukiwano nawet analogii z kulturą indiańską.
   We Francji finałowy koncert największego festiwalu folklorystycznego w Montignac nazwano „Łemkowską mozaiką”. Organizatorzy chcieli podkreślić fenomen tej nacji oraz kulturę pogranicza polsko-słowacko-ukraińskiego. Chińczykom natomiast nie mieściło się w głowie, że reprezentujący Polskę zespół z założenia jest niepolski.

   Czemu zawdzięczają sukces? Na pewno ogromnej determinacji i pracowitości, ale też ekipie fachowców, którzy nastroili ich na łemkowską nutę. Kapeli Dumka, złożonej z muzyków grających na weselach i zabawach jeszcze przed wysiedleniem, występującej z nimi w pierwszych latach. Dzięki nim zespół zyskał specyficzny klimat. Od nich uczyli się młodzi. Oryginalnych muzyków wyróżniono prestiżową nagrodą Oskara Kolberga. Ich koncert na żywo w studiu S13 Polskiego Radia w Warszawie przeszedł do legendy.
   Zespół wspiera sztab kilkunastu osób. Na początku byli to amatorzy, ale w połowie lat 90. zwrócono się do profesjonalistów. Irena i Roman Winnikowie, mezzosopranistka Beata Pazio-Grygier, a przez ostatnie lata Wiera Hryhorenko-Lewczuk ponoszą odpowiedzialność za stronę wokalną Kyczery. Choreografię opracowywał Aleksander Mojsiejenko, solista zespołu Werchowyna z Drohobycza, a od kilku lat Krzysztof Kobylak, długoletni solista i asystent choreografa w Mazowszu. Zaprocentowała również współpraca z zespołami z Ukrainy i Słowacji oraz zgrupowania w Szklarskiej Porębie i Karpaczu, czy prowadzone na Łemkowszczyźnie warsztaty artystyczno-edukacyjne.
   – W tej chwili zapisuję od ludzi surowy materiał etnograficzny, a potem siadamy wspólnie z Milanem Vaniugą, choreografem zespołu „Makovica” ze Svidnika, i opracowujemy materiał na scenę – zdradza sekrety warsztatu Jerzy Starzyński.
   Zmianę wizerunku zespołu potwierdzały obchodzone co pięć lat jubileusze.
   Każde pięć lat było inne w wyrazie artystycznym.
   Pierwsze to „raczkowanie”. Druga pięciolatka to dojrzewanie zespołu - artystyczne, organizacyjne i lokalowe. Kyczera ugruntowywała swoją pozycję. Powstał festiwal, kupili siedzibę. Ostatnia - okres dojrzałości, wielkich tras koncertowych, sukcesów artystycznych, zainteresowania w mediach.
   Początkowo Kyczera była zespołem wokalno-tanecznym wzorowanym na Łemkowynie. – W 1997 roku, po wyjeździe do Włoch, uznaliśmy, że czas na zmiany – wspomina Jerzy Starzyński.
   Akcent położono na taniec, a transformacja poszła dużo dalej. Postanowili prezentować obrzędowość. W ten sposób w 1997 roku powstały „Fedory” – widowisko przedstawiające dawny zwyczaj odwiedzania chyż w okresie postu bożonarodzeniowego i świąt.
   - Staliśmy się rozpoznawalni w kraju. Zaczęliśmy uczestniczyć w coraz bardziej prestiżowych festiwalach – mówi Starzyński. Przyszły nagrody i wyróżnienia.
   Siła Kyczery w przełamywaniu stereotypów i barier nadal jest wielka. Żadna z organizacji mniejszościowych na Dolnym Śląsku nie zmieniła tak podejścia społeczeństwa do problemu mniejszości. Pierwsze występy budziły zdziwienie legniczan. - Skąd oni przyjechali? Ze Słowacji, czy Ukrainy? Zdarzały się niecenzuralne epitety. Niektórzy nie chcieli występować w Legnicy, by nie zobaczyli ich znajomi czy nauczyciele. Dziś dla członków zespołu występ przed legnicką publicznością to zaszczyt.

   Nigdy nie urządzali naboru, a mimo to przez zespół przewinęło się około czterystu osób. Kyczera potrafiła wypracować sobie silną pozycję także dzięki Międzynarodowemu Festiwalowi Mniejszości Narodowych i Etnicznych „Europa bez granic”, przemianowanemu na Międzynarodowe Spotkania Mniejszości Narodowych i Etnicznych „Pod Kyczerą”, którego od dziesięciu lat jest organizatorem. Piętnastolecie zespołu stało się kolejnym wyzwaniem dla grupy entuzjastów.
   – Do tej pory kultura łemkowska kojarzona była z atmosferą watr, kulturą wsi – oświadcza Starzyński, świadomy, że na naszych oczach ginie jej autentyzm.
   Postanowili zorganizować coś, czego jeszcze
   
   W HISTORII ŁEMKÓW NIE BYŁO.
   Jubileuszowy koncert był tylko pretekstem do wyrażenia siebie na nowo. Wyzwaniem był Wrocław, miasto bardzo europejskie. Zależało im też na reprezentacyjnym miejscu. Trzeba było przekonać sceptycznie nastawioną dyrektor Opery Wrocławskiej Ewę Michnik do prezentacji folkloru w szacownej instytucji.
   1 października w jej holu „zapachniało” Łemkowyną. Wystawiono tam fotografie oraz łemkoznawcze publikacje. Nie zabrakło również skrzynki na zbiórkę pieniędzy dla poszkodowanej Komańczy. Członkowie zespołu witali gości chlebem i odrobiną „czystej przemkowskiej”, obdarowując przy tym okolicznościowym plakatem.
   Występujący na scenie, oprócz Kyczery i Kyczerki, goście zespołu – liryczna pieśniarka Julia Doszna i akompaniujący jej na gitarze Krzysztof Pietrucha, Agnieszka Korobczak i Dorota Łagódka, czyli śpiewający poezję łemkowską duet Vesna, mezzosopran Bogumiła Tarasiewicz i akompaniujący jej na fortepianie Julian Tatarynowicz, nazywany łemkowskim Kaczmarskim Roman Hawran, przemkowski Okmel, łemkowska formacja folkowa Serencza oraz Damian Trochanowski, prezentujący wiersze Petra Murianki, to najwybitniejsi artyści sceny łemkowskiej. Całość została bardzo niekonwencjonalnie połączona prezentacjami multimedialnymi – scenami dokumentalnymi z Akcji Wisła, nostalgicznymi obrazami opuszczonych wsi oraz grafiką stylizowaną wzorami etnicznymi, a opracowaną w studiu graficznym Andrzeja Polańskiego. Część prezentacji niepowtarzalnym w barwie głosem zilustrował Aleksander Maślej.
   Tego wieczoru widzowie odbyli podróż sentymentalną. W prezentowanej przez Kyczerę scenie wesela ogólnie panującą radość zakłóciło pojawienie się przerażonego mima, zapowiadającego wydarzenia 1947 roku. To w 20-30 sekundowych impresjach wyrazu jubileuszowemu koncertowi dodali aktorzy Wrocławskiego Teatru Pantomimy Henryka Tomaszewskiego, którego jedną z aktorek jest Łemkini Maria Polańska.
   Owacjom i gratulacjom nie było końca.
   – Łemkowie są częścią Legnicy i odwrotnie – żartował na scenie składając gratulacje prezydent miasta, Tadeusz Krzakowski.
   – Sukces wysnuliśmy z wiary, miłości i marzeń – wyznał na koniec Jerzy Starzyński, oświadczając jednocześnie, że tym koncertem kończy przygodę z Kyczerą, przekazując ster w ręce młodszych.
   Jeszcze tylko przez rok będzie koordynował artystycznie pracę zespołu, aby w lipcu 2007 roku doprowadzić do dziesiątej edycji festiwalu, który tym razem pięć dni będzie odbywał się w Legnicy, a kolejne pięć – na Łemkowszczyźnie.